Branża chemiczna
Niedokończony eksperyment
Coraz większe pieniądze, coraz nowocześniejsze fabryki. Polska chemia ma teraz swoje pięć minut. Jeśli ich nie wykorzysta, możemy na długo utknąć nie tylko na peryferiach branży, ale i całej produkcji przemysłowej.
Na ścianie gabinetu prezesa Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, Wojciecha Lubiewy-Wieleżyńskiego, wisi obraz olejny przedstawiający Zakłady Azotowe w Kędzierzynie. Wysokie kominy, dym i brunatna woda w płynącej tuż obok rzece – typowy pejzaż industrialny ubiegłego wieku.
– Tak wyglądał Kędzierzyn trzydzieści lat temu. Dzisiaj czegoś takiego tam nie zobaczymy – mówi prezes PIPC. – Obecnie mamy do czynienia z zupełnie inną jakością i technologią. Weźmy przykład emisji szkodliwych gazów. Ludzie, patrząc na fabryki chemiczne, nadal myślą o nich jak o niebezpiecznych trucicielach. Tymczasem to, co obecnie wydobywa się z kominów, jest często zwykłą parą wodną – dodaje.
Czasy się zmieniły. Fabryki Kędzierzyna, Ciechu, Puław, Anwilu czy Krakchemii bardziej przypominają futurystyczne instalacje architektoniczne niż PRL-owskie zakłady przemysłowe. Rozwój polskiej chemii dobrze ilustrują liczby. W 2007 roku wynik finansowy netto przedsiębiorstw chemicznych był o 39% wyższy w stosunku do osiągniętego w poprzednim okresie. Eksport wyniósł 11,7 mld euro, czyli o 19% więcej niż rok wcześniej, a jego lwia część znalazła swoich odbiorców w Unii Europejskiej.
Mimo że wszystko wydaje się być na dobrej drodze, nastroje w branży są dalekie od zadowolenia. – Trzydzieste przedsiębiorstwo na liście największych firm światowych branży chemicznej ma przychody dziesięciokrotnie większe niż największe polskie fabryki – mówi wprost Wiesław Skwarko, członek zarządu Nafta Polska.
W jakiej kondycji znajduje się więc dzisiaj polska branża chemiczna? Jest źle czy wręcz przeciwnie – całkiem dobrze?
Więcej >>>>> TUTAJ
